Noc to czas, gdy budzą się koszmary

Ludzie, którzy są pozornie dobrzy

Agnieszka Lingas-Łoniewska nie pierwszy raz wydaje książkę sensacyjną, ale jeszcze nigdy nie sięgała po tak ciężki i mroczny temat jak thriller psychologiczny. “Przyjdę, gdy zaśniesz” jest brawurowo przeprowadzonym studium nad ludzkimi obsesjami, potrzebami i manipulacją. Przygotowanie do napisania powieści musiało być dość żmudne, widać doskonały warsztat psychologiczny, operowanie podręcznikowymi zasadami zachowań, zarówno oprawcy jak i osoby osaczonej. Czasami aż trudno uwierzyć, że ludzie są skłonni do takich odruchów.

Ofiarą świetnie przeprowadzonej akcji zwabiania jest Iga, młodziutka studentka, która w wyniku kilku nieszczęśliwych wydarzeń jest zmuszona powrócić do rodzinnego domu, w którym panuje żałoba, oraz zająć się swoim młodszym bratem. Bohaterka nie należy do najsilniejszych psychicznie postaci, dlatego jej podbita śmiercią macochy depresja jest łatwym polem do manewru dla Szczepana, człowieka, który ją omamia. Pozornie jest jej wybawcą; potrafi wysłuchać, poradzić, zawsze ma dla niej czas. Czuje się przy nim ważna i spełniona. Tak naprawdę Szczepan stara się za pomocą dziewczyny wdrożyć w życie swój plan, który niekoniecznie będzie wymagał jej zgody. Chce to osiągnąć, bez względu na okoliczności, wszelkimi środkami, które ma do dyspozycji.

Czy jestem tu za karę?

Iga nie wierzy w siebie. Wie, że w identycznej sytuacji znajdowały się wszystkie kobiety jej ojca, uważa więc, że powielany przez nią schemat jest jak najbardziej na miejscu. Staje się oddana bezgranicznie decyzjom Szczepana, pozwala sobą pomiatać, a nawet rezygnuje ze swojego zdania w kluczowych kwestiach. Zaczyna uprawiać coś w rodzaju egzystencjalnego masochizmu, uważając, że kara w postaci partnera-tyrana po prostu się jej należy. Kiedy ocknie się z marazmu okaże się, że może być już za późno, by zmienić swoje zdanie.

Problem leży też w tym, że nikt nie chce jej uwierzyć. Szczepan jest przez wszystkich lubiany i szanowany. Nic nie wskazuje na to, że zachowuje się w sposób, w jaki Iga to opisuje. Bohaterka zauważa, że jej bliscy tez w pewien sposób zaczynają cierpieć ze względu na ich relację. To nie może być zwykły zbieg okoliczności, nigdy nie mieli aż takiego pecha. Nie pozostaje nic innego jak czekać. Szczepan musi sobie w końcu dać spokój. Chyba że faktycznie spełni swoją obietnicę, że dopadnie ją nocą, wymierzając karę za niesubordynację. Iga jest pewna, że tak się stanie. Nie wie tylko kiedy, więc zaczyna czekać.